Życie, które miało być idealne, a nie było Twoje — o powrocie do siebie i własnego głosu

Życie, które miało być idealne, a nie było Twoje

Przez długi czas byłam przekonana, że szczęście przyjdzie samo. Że wystarczy cierpliwie iść przez życie, podejmować właściwe decyzje, spełniać kolejne cele i być taką kobietą, jakiej oczekuje świat, a pewnego dnia obudzę się z poczuciem spełnienia.

Wydawało mi się, że właśnie tak wygląda dorosłość. Najpierw szkoła. Później pierwsze miłości i pierwsze rozczarowania. Potem pierwsza praca, a za nią kolejne, coraz „lepsze”.

I wszystko działo się dokładnie tak, jak powinno. Choć to słowo „powinno” dajmy w cudzysłowie 😉

Zatem działo się tak jak „powinno” - przynajmniej z pozoru. Bo kiedy patrzę dziś na tamtą siebie, widzę kobietę, która bardzo starała się być szczęśliwa, ale jeszcze bardziej starała się być wystarczająca.

Wystarczająco dobra, mądra, atrakcyjna i wartościowa. Jakby całe moje życie miało być nieustannym udowadnianiem sobie i innym, że zasługuję na miłość. I nie rozumiałam wtedy, że źródło tego wszystkiego znajdowało się znacznie głębiej. Sięgało do tej małej dziewczynki, która kiedyś nauczyła się, że aby być kochaną, musi się dostosować. Musi zasłużyć. Musi spełniać oczekiwania. Musi być taka, jakiej potrzebują inni.

Z biegiem lat przestajemy to zauważać. Przestajemy zadawać sobie pytania. Przestajemy słuchać siebie. Zamiast tego zaczynamy żyć według scenariusza, który został napisany dużo wcześniej. Scenariusza, w którym najważniejsze staje się to, aby nie zawieść, nie rozczarować i nie zostać odrzucona. Według scenariusza, który wcale nie jest nasz. Jest jedynie pewnym schematem, w który wkłada się nas już od urodzenia.

I właśnie wtedy zaczynamy budować życie, które wygląda pięknie z zewnątrz, ale w środku pozostawia dziwną pustkę. To uczucie trudno opisać. Nie jest to smutek. Nie jest to rozpacz. To raczej ciche poczucie, że gdzieś po drodze zgubiło się coś bardzo ważnego.

Pamiętam wiele wieczorów, kiedy kładłam się spać zmęczona nie tyle obowiązkami, co własnymi myślami. Zastanawiałam się, dlaczego tak często czuję napięcie. Dlaczego tak trudno jest mi naprawdę odpocząć. Dlaczego mimo tylu dobrych rzeczy wokół mnie nie potrafię poczuć pełnej radości.

W tamtym czasie nie wiedziałam jeszcze, że żyłam bardziej dla świata niż dla siebie. Że wiele moich decyzji wynikało nie z tego, czego naprawdę pragnęłam, ale z tego, czego ode mnie oczekiwano.

Czasami były to oczekiwania rodziny. Czasami partnera. Czasami społeczeństwa. A czasami były to oczekiwania, które sama sobie narzuciłam. Bo przecież kobieta powinna sobie radzić. Powinna być silna. Powinna wszystko pogodzić. Powinna dawać radę. Powinna się nie poddawać. Powinna.

To słowo przez lata było jednym z najgłośniejszych głosów w mojej głowie. Tak głośnym, że niemal całkowicie zagłuszyło słowo „chcę”. A przecież pomiędzy „powinnam” a „chcę” mieści się całe nasze życie.

Dopiero później zaczęłam rozumieć, że nie przyszłyśmy na ten świat po to, aby odgrywać role napisane przez innych ludzi. Nie przyszłyśmy tutaj po to, aby nieustannie zasługiwać na swoją wartość. Nie przyszłyśmy po to, aby udowadniać, że jesteśmy wystarczające.

Przyszłyśmy tutaj po to, aby być sobą.

— Klaudia Radziwołek

To odkrycie nie przyszło do mnie nagle. Nie było jednego olśnienia ani jednego przełomowego dnia.

Był za to długi proces. Proces zadawania sobie niewygodnych pytań. Proces patrzenia na własne wybory. Proces odkrywania, gdzie kończą się oczekiwania innych ludzi, a zaczynają moje własne pragnienia.

I pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy naprawdę dopuściłam do siebie myśl, że być może życie, które próbowałam stworzyć, nie było do końca moje. To była trudna myśl. Bo kiedy przez lata budujesz swoją rzeczywistość wokół oczekiwań, bardzo trudno jest przyznać przed samą sobą, że zgubiłaś własny głos.

Ale właśnie od tego momentu zaczęło się coś nowego. Nie zmiana życia. Jeszcze nie. Najpierw przyszła zmiana spojrzenia. A później powolny powrót do siebie. Do kobiety, która przez lata czekała gdzieś głęboko pod warstwami lęku, obowiązków, powinności i cudzych oczekiwań.

Do kobiety, którą miałam spotkać po raz pierwszy naprawdę. I właśnie o tym będzie kolejny wpis.

Podziel się: Facebook X (Twitter)

Gotowa wrócić do siebie?

Przejdź tę drogę razem ze mną

Jeśli czujesz, że gdzieś po drodze zgubiłaś własny głos i chcesz znów żyć zgodnie ze sobą — jestem tu. Mentoring indywidualny, kursy online i przestrzeń dla kobiet, które chcą wrócić do siebie.

Napisz do mnie