Pierwsze spotkanie z kobietą, którą naprawdę jesteś — Klaudia Radziwołek o inicjacji w kobiecość

Pierwsze spotkanie z kobietą, którą naprawdę jesteś

Kiedy dzisiaj patrzę na swoją drogę, widzę bardzo wyraźnie, że pierwsze prawdziwe spotkanie z kobietą, którą jestem, nie wydarzyło się wtedy, kiedy odkryłam cykliczność. Nie wydarzyło się też podczas ustawień ani wtedy, kiedy zaczęłam tworzyć markę Pięknie Żyć.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej. W momencie, kiedy po raz pierwszy poczułam, że chcę zostać mamą. Długo nie rozumiałam, dlaczego właśnie ten etap mojego życia był tak przełomowy. Dzisiaj jednak widzę to bardzo wyraźnie. To nie było tylko pragnienie posiadania dziecka.

To była moja pierwsza świadoma inicjacja w kobiecość.

Po raz pierwszy w życiu zaczęłam patrzeć na siebie inaczej. Nie przez pryzmat wyglądu. Nie przez pryzmat osiągnięć. Nie przez pryzmat tego, co o mnie myślą inni ludzie. Po raz pierwszy zaczęłam patrzeć na siebie jak na kobietę, która może stworzyć życie!

I samo to odkrycie było dla mnie czymś niezwykłym. Przez lata skupiałam się na tym, czego mi brakuje. Na tym, co powinnam poprawić. Nad czym jeszcze muszę pracować. Tymczasem nagle zaczęłam dostrzegać, że moje ciało zostało stworzone do czegoś absolutnie niezwykłego. Że nosi w sobie moc, której wcześniej nie zauważałam.

Moc absolutnej i cudownej kreacji. Ogromną moc tworzenia. Moc dawania życia.

— Klaudia Radziwołek

Kiedy zaszłam w ciążę, bardzo mocno połączyłam się z moim dzieckiem. Jeszcze zanim pojawiło się na świecie, było obecne w moim sercu każdego dnia. Rozmawiałam z nią. Wyobrażałam sobie nasze wspólne życie. Wizualizowałam poród. Wizualizowałam macierzyństwo. Wizualizowałam siebie jako mamę. Dzisiaj wiem, że właśnie wtedy zaczęłam budować fundament tego, co później stało się przestrzenią, którą stworzyłam dla Kobiet — Piękna Ciąża.

Bo zanim zaczęłam uczyć tego inne kobiety, sama tego doświadczałam. Każdego dnia. Na własnej skórze. Moja ciąża była naprawdę piękna. Nie mówię tego dlatego, że wszystko było idealne. Mówię to dlatego, że po raz pierwszy od bardzo dawna czułam spokój. Prawdziwy spokój.

Nie ten wynikający z tego, że wszystko mam pod kontrolą. Ale ten, który pojawia się wtedy, kiedy kobieta ufa życiu.

Pamiętam siebie z tamtego czasu. Pamiętam, jak budziłam się rano i czułam wdzięczność. Pamiętam, jak głaskałam swój brzuch. Pamiętam, jak z zachwytem obserwowałam zmiany zachodzące w moim ciele. Nie walczyłam już z nim. Nie próbowałam go poprawiać. Nie próbowałam go zmieniać. Po prostu je podziwiałam. Po raz pierwszy chyba tak naprawdę.

I właśnie wtedy zaczęłam dostrzegać swoją wartość. Nie dlatego, że ktoś mi ją potwierdził. Nie dlatego, że dostałam awans. Nie dlatego, że usłyszałam komplement. Ale dlatego, że zobaczyłam, jak wielką moc nosi w sobie kobieta. Jak ogromnym cudem jest stworzenie nowego życia. Jak niezwykłe jest kobiece ciało. Jak niezwykła jest kobieta.

To był pierwszy moment w moim życiu, kiedy naprawdę w siebie uwierzyłam. Kiedy poczułam własną siłę. Kiedy zobaczyłam swoją sprawczość. Kiedy poczułam, że jestem czymś więcej niż zbiorem obowiązków, zadań i ról, które pełnię każdego dnia.

Wtedy wydawało mi się, że właśnie tak będzie już zawsze. Nie wiedziałam jeszcze, że przede mną znajduje się doświadczenie, które na nowo zatrzęsie całym moim światem.

Poród. A właściwie wszystko to, co wydarzyło się po nim.

Przez bardzo długi czas nie potrafiłam nazwać tego, co wtedy czułam. Bo przecież miałam zdrowe dziecko. Byłam mamą. Powinnam być szczęśliwa. A jednak gdzieś głęboko we mnie wydarzyło się coś, czego nie rozumiałam.

Mój poród zakończył się cesarskim cięciem. Dzisiaj mówię o tym spokojnie. Ale przez bardzo długi czas było to dla mnie jedno z najbardziej bolesnych wspomnień. Czułam ogromny żal, rozczarowanie i duże poczucie winy. Jakbym nie sprostała własnym oczekiwaniom. Jakbym zawiodła samą siebie.

Wiem, że wiele kobiet zna to uczucie. Patrzysz na swoje dziecko i jesteś wdzięczna, że jest zdrowe. A jednocześnie gdzieś głęboko w środku nosisz ból, którego nie potrafisz nikomu wyjaśnić. Dokładnie tak było ze mną.

Przez kolejne miesiące próbowałam żyć normalnie. Opiekowałam się dzieckiem. Wypełniałam obowiązki. Wracałam do codzienności. Ale prawda była taka, że gdzieś w środku zostałam zatrzymana. Jakby jakaś część mnie nadal tkwiła na sali operacyjnej. Jakby moje serce nie zdążyło wrócić do domu.

Przez dwa lata nosiłam ten ciężar. Poród wracał do mnie w snach. Wracał we wspomnieniach, rozmowach i łzach. Czasami wystarczyło jedno zdanie, jedno pytanie albo zdjęcie noworodka, żeby wszystko wróciło z ogromną siłą. A ja nie rozumiałam dlaczego. Myślałam, że już dawno powinnam sobie z tym poradzić.

Dzisiaj wiem, że moje ciało próbowało mi coś powiedzieć. Próbowało pokazać mi, że pewne doświadczenia nie znikają tylko dlatego, że próbujemy o nich nie myśleć. One czekają. Czekają, aż będziemy gotowe je zobaczyć.

Mój moment przyszedł pewnego zwyczajnego dnia. Przeglądałam internet. Nie szukałam niczego konkretnego. I wtedy po raz pierwszy natknęłam się na temat kobiecej cykliczności. Nie miałam pojęcia, że jedno słowo może zmienić tak wiele.

Na początku była zwykła ciekawość. Później fascynacja. A później coś, co mogę nazwać tylko jednym słowem. Powrót. Bo im więcej dowiadywałam się o cyklu, tym bardziej zaczynałam rozumieć siebie. Swoje emocje, potrzeby, pragnienia.

Po raz pierwszy od bardzo dawna zaczęłam słuchać własnego ciała zamiast próbować nim zarządzać.

I właśnie wtedy wydarzyło się coś jeszcze. Zaczęła budzić się moja intuicja.

Cicha i delikatna, ale niezwykle wyraźna. To ona pewnego dnia podpowiedziała mi, żebym poszła na ustawienia systemowe. Nie wiedziałam wtedy, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, że kilka godzin później wyjdę stamtąd jako zupełnie inna kobieta.

Bo właśnie tam wydarzyło się coś, czego nie potrafiłam osiągnąć przez dwa lata. Mój poród został domknięty. Tak po prostu. Jakby ktoś zamknął drzwi, które przez cały ten czas pozostawały uchylone. Jakby moje ciało mogło w końcu odetchnąć. Jakby moje serce mogło w końcu wrócić do domu. Wyszłam stamtąd lżejsza i spokojniejsza. Bardziej obecna.

I właśnie wtedy rozpoczęło się moje prawdziwe spotkanie z kobietą, którą naprawdę jestem. Nie kobietą zranioną i zagubioną. Nie kobietą żyjącą według oczekiwań innych. Ale kobietą, która zaczęła ufać sobie. Swojemu ciału, swojej intuicji i kobiecej naturze.

I właśnie od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać. Powoli, w swoim tempie, pięknie i nieodwracalnie.

Podziel się: Facebook X (Twitter)

Gotowa spotkać siebie?

Przejdź tę drogę razem ze mną

Jeśli czujesz, że nosisz w sobie historię, która wciąż czeka na domknięcie — albo chcesz przeżyć swoją ciążę i macierzyństwo świadomie, w spokoju i zaufaniu do siebie — jestem tu. Mentoring indywidualny, kursy online i przestrzeń Piękna Ciąża dla kobiet, które chcą wrócić do siebie.

Napisz do mnie